Dlaczego pokochaliśmy Stefcię? Joanna Adamek zdradziła kulisy sukcesu na Lubelskich Targach Książki
Spotkanie z Joanną Adamek i Kamilem Strużkiem podczas Lubelskich Targów Książki pokazało, że historia Stefci to coś więcej niż literacka opowieść. To poruszający powrót do świata emocji, relacji i codzienności, które mimo upływu czasu pozostają zaskakująco aktualne. O kulisach powstania książki i serialu, sile kobiecej bohaterki oraz fenomenie, który przyciągnął tysiące odbiorców, twórcy opowiedzieli w szczerej i pełnej refleksji rozmowie.
Magdalena Lipiec-Jaremek: Jesteśmy dziś w komplecie, choć wielu odwiedzających pytało, gdzie jest Stefcia i Antoni. Dziś nie mogli do nas dotrzeć, ale jest z nami Józek i to wyjątkowa okazja, bo na innych targach się nie pojawiał. Myślę więc, że to będzie naprawdę interesujące spotkanie.
Chciałabym zacząć od początku tej historii. Mam wrażenie, że zrodziła się z empatii i potrzeby przywrócenia ludzi do przestrzeni muzeum w Kozłówce. Jak rodziła się Stefcia?
Joanna Adamek: Rzeczywiście brakowało mi tam ludzi. To oni sprawiają, że takie miejsca stają się prawdziwe, że muzeum przestaje być tylko ekspozycją, a zaczyna być domem. A Stefcia okazała się nam bliska, bo większość z nas ma chłopskie, a nie arystokratyczne korzenie. Łatwiej nam się z nią utożsamić.
W tej historii jest dużo socjologii, psychologii i opowieści o kobiecej sile, ale też o codzienności i relacjach.
Joanna Adamek: Chciałam, żeby to była po prostu prawdziwa historia. Interesuje mnie to, jak przeszłość, wychowanie i doświadczenia wpływają na decyzje człowieka. Stefcia ma zresztą sporo ze mnie. Często wiem, czego nie chcę, i potrafię od tego uciec, jeśli coś mi nie służy.
A jak to jest wcielać się w bohatera z zupełnie innego świata? Bez technologii, bez tego naszego współczesnego pędu?
Kamil Strużek: To było wyzwanie, ale też ogromna frajda. Lubię klimat dawnych czasów, a ponieważ dużo czasu spędziłem na wsi, to była dla mnie trochę podróż do przeszłości. Taki powrót do czegoś bardzo naturalnego.
W książce i serialu bardzo ważny jest język. Czy gwara była dla was trudna?
Joanna Adamek: Dla mnie nie. Wychowałam się na wsi i taki język był obecny w moim domu. To dla mnie coś naturalnego, nawet bardziej niż język literacki.
Kamil Strużek: Dla mnie już tak. Pamiętam, że na planie długo nie mogłem poprawnie powiedzieć słowa „dziwczochy”. To wcale nie jest takie proste, jak się wydaje.

Joanna Adamek, autorka "Stefci".
Stefcia jest bardzo odważna jak na swoje czasy. Zastanawiałam się, czy nie ma w niej trochę współczesnej kobiety.
Joanna Adamek: Myślę, że ma. Ale jednocześnie to musi być historia, którą chce się oglądać i czytać. Ona nie może tylko pracować i wykonywać obowiązków. Musi mieć przestrzeń na decyzje, emocje i własną drogę.
A jednocześnie jest w niej ogrom empatii i wrażliwości.
Joanna Adamek: Tak, to dla mnie bardzo ważne. Sama jestem bardzo wyczulona na emocje innych ludzi i chciałam to pokazać w tej postaci.
W książce mocno wybrzmiewa też etos pracy i codzienność dawnych czasów, ciężkiej, fizycznej pracy od świtu do nocy.
Kamil Strużek: Myślę, że dziś byłoby nam bardzo trudno wrócić do takich realiów. Jesteśmy przyzwyczajeni do wygody. Tamte czasy były wymagające, momentami brutalne, ale miały też w sobie pewne piękno i prostotę.
Joanna Adamek: Ja sama wychowywałam się w takich warunkach. Od małego miałam obowiązki, zajmowałam się rodzeństwem. To było wtedy normalne i dopiero później zobaczyłam, że nie wszyscy mieli takie doświadczenia.
Pokazuje pani też te realia bez upiększania, choćby w kwestii higieny czy wychowania dzieci.
Joanna Adamek: Bo to był zupełnie inny świat. Inne było pojęcie czystości, inne podejście do bliskości i okazywania uczuć. Ludzie żyli inaczej i inaczej postrzegali codzienność.
A mimo to jest to bardzo czuła, momentami wręcz kojąca opowieść.
Joanna Adamek: Bo myślę, że dziś tego potrzebujemy - empatii, delikatności i spokojniejszego spojrzenia na relacje. Bez pośpiechu i bez nadmiaru bodźców.
Czy relacja Stefci i Józka może być inspiracją dla współczesnych relacji?
Joanna Adamek: Myślę, że tak. Dziś wszystko dzieje się bardzo szybko, a na prawdziwe poznanie drugiej osoby potrzeba czasu. W tej historii to tempo jest zupełnie inne.
Kamil Strużek: Ja wierzę, że większość ludzi chce budować relacje i rodzinę, nawet jeśli czasem mówi inaczej. To jest gdzieś bardzo głęboko w nas.
Serial i książka to ogromny sukces, zwłaszcza wśród kobiet. Nie boi się pani zarzutów, że to „literatura dla kucharek”?
Joanna Adamek: Nie. Nie miałam ambicji pisać wielkiej literatury. Chciałam stworzyć historię, która da ludziom oddech, chwilę wytchnienia i coś dobrego. Jeśli to się udaje, to dla mnie najważniejsze.
Czy czytają państwo komentarze odbiorców?
Kamil Strużek: Ja czytam wszystkie.
Joanna Adamek: Ja też. I dbam o to, żeby ta przestrzeń była bezpieczna. Usuwam komentarze pełne hejtu czy agresji. Chcę, żeby to było miejsce dobrej energii.
A czy te komentarze wpływają na dalszy rozwój historii?
Joanna Adamek: Raczej nie. Bardziej inspirują mnie ludzie, których spotykam, i ich emocje niż sugestie z zewnątrz.
I pytanie, które pewnie wielu z państwa zadaje sobie w tej chwili — czy będzie wiejskie wesele?
Joanna Adamek: Sprawa jest dynamiczna. Ja pracuję bardzo intuicyjnie, jeśli w odpowiednim momencie uznam, że to jest kierunek, który mnie interesuje, to pewnie tak się stanie.
W takim razie pozostaje nam czekać i śledzić dalszy rozwój tej historii. Bardzo dziękuję za rozmowę i zapraszam państwa po autografy na stoisko wydawnictwa Znak.
Joanna Adamek: Dziękujemy.
Kamil Strużek: Dziękuję bardzo.