Organizator:

Czytać i się nie bać. Spotkanie wokół Księgarni i Wydawnictwa Dosłownego

Podziel się

Czy księgarnia może być czymś więcej niż miejscem, w którym kupuje się książki? Podczas pierwszej edycji Lubelskich Targów Książki w listopadzie Magdalena Łuczyn, Rafał Rutkowski i Grzegorz Jędrek rozmawiali o Księgarni Dosłownej, Wydawnictwie Dosłownym i festiwalu Lublin Miasto Literatury. Była to rozmowa o literaturze, która zaczyna się od spotkania, o Lublinie jako mieście opowieści, o slamie, poezji mówionej i czytaniu bez lęku.

Księgarnia jako miejsce rozmowy

Grzegorz Jędrek: Chciałbym zacząć od pytania, które mogłoby być właściwie tytułem tego spotkania: po co nam dziś takie miejsca jak Księgarnia Dosłowna? Rafał, jesteś jej założycielem, dobrym duchem i ciałem. Co ci przyświecało, kiedy powoływałeś Dosłowną do życia?

Rafał Rutkowski: Księgarnia jest rzeczywiście najważniejsza, bo od niej wszystko się zaczęło. Prowadzę Księgarnię Dosłowną w Centrum Kultury w Lublinie, ale również Wydawnictwo Dosłowne, a wszystko to zaowocowało festiwalem Lublin Miasto Literatury.

Mam poczucie, że każdy z nas ma jakiś ideał, jakąś estetykę, jakąś historię do opowiedzenia. Można ją opowiadać na różne sposoby: pisać wiersze, książki, opowiadania, ale można też zbudować kawałek świata na podobieństwo tego ideału. I chyba właśnie to było dla mnie najważniejsze. Chciałem stworzyć miejsce, które pokazuje literaturę, jakiej ufam. Nie tylko według mojego gustu, ale też według gustów osób, które zapraszam. Chodzi o jakość literatury.

GJ: Nie bałeś się? Niedawno byłem na konferencji bibliotekarzy, gdzie usłyszałem, że sytuacja czytelnictwa jest trudna, że czyta 41 procent osób, że wszystko spada. Czy zakładając księgarnię, nie bałeś się tego ryzyka?

RR: Myślę, że nie chodzi wyłącznie o ilość, ale o jakość. Trzeba oczywiście szanować wzrost czytelnictwa, ale nie ma sensu tylko narzekać. Ludzie czytają. Podejrzewam nawet, że czytają więcej niż 200 lat temu, bo wtedy wielu ludzi po prostu nie potrafiło czytać.

Dla mnie ważne jest to, żeby wprowadzać do świata coś piękniejszego, coś, co jest blisko nas, ale czasem tego nie zauważamy. Czasem ono milknie w tłumie. Mam takie poczucie, że jeśli ktoś widzi piękno i wierzy, że warto o nie zawalczyć, to powinien to zrobić. Bo jeśli nie zrobi tego osoba, która ma taką świadomość, to kto?

GJ: Dosłowna jest też miejscem wyjątkowym wizualnie. Kto był, ten wie, że to wnętrze ma duszę. Pracowaliście nad nim z Robertem Kuśmirowskim i mam wrażenie, że księgarnia stała się trochę duszą Centrum Kultury. Ale czy nie ma ryzyka, że taka przestrzeń piękna stanie się złotą klatką?

RR: Nie jestem zwolennikiem żadnej klatki. Chciałbym, żeby to była przestrzeń totalnej otwartości i zainteresowania literaturą. Ale wiem też, że jeśli nie stworzymy miejsca dla pewnego rodzaju wrażliwości, to ona może po prostu zniknąć. Chodzi o to, żeby znaleźć przestrzeń dla tego, co delikatniejsze, cichsze, mniej oczywiste.

Wewnętrzny żar Dosłownej

GJ: Magdaleno, jesteś filozofką, aktywistką społeczną i księgarką. Co cię przyciągnęło do tego miejsca?

Magdalena Łuczyn: To było moje marzenie od bardzo dawna. Przez wiele lat organizowałam autorskie cykle spotkań o książkach. Dzięki otwartości Rafała i atmosferze Dosłownej zaczęłam robić tam spotkania, a potem po prostu zostałam.

Przyciągnął mnie wewnętrzny żar tego miejsca — pasja, nadzieja na przyciągnięcie ludzi, ale też poczucie otwartości, zrozumienia i wsparcia. Dosłowna jest księgarnią z duszą. Takie autorskie, małe księgarnie biorą się z nadziei i z wielkiej pasji.

RR: Bardzo się cieszę, że Magda została, bo rozwija w Dosłownej również swoją filozofię i wrażliwość społeczną. Widać to choćby w programie festiwalu Lublin Miasto Literatury.

GJ: Bardzo lubię zdanie, które pojawia się przy okazji waszych działań: rozmowa jest początkiem literatury. W Dosłownej można przyjść i porozmawiać. To nie jest miejsce, w którym chodzi tylko o to, żeby kupić książkę i wyjść.

RR: Rozmowa jest początkiem literatury, ale można też to zdanie odwrócić: literatura może być początkiem rozmowy. W księgarni bardzo często tak się właśnie dzieje.

GJ: Ale ludzie są różni. Przychodzą osoby o różnych poglądach, czasem bardzo odległych od waszych. Co robicie z rozmowami, które mogą być trudne?

RR: Myślę, że trzeba mieć trochę inteligencji emocjonalnej — wobec rozmówcy i wobec samego siebie. Nie z każdym rozmawia się tak samo i nie każda rozmowa będzie wielką ucztą, ale każda może coś otworzyć.

Czasem rozmowa z drugim człowiekiem jest też rozmową z samym sobą. Może być pretekstem do odnalezienia w swojej głowie nowych pomysłów, nowych połączeń, nowych słów. I czasem ktoś, po kim niewiele się spodziewamy, może nam coś bardzo ważnego podarować.

MŁ: Księgarnia Dosłowna mieści się w budynku Centrum Kultury w Lublinie, więc jest miejscem publicznym. Każdy może wejść, zapytać o książkę, kupić ją albo po prostu pobyć w tej przestrzeni. Często rozmawiam z osobami o wystroju, o książkach, o tym, co widzą na półkach.

Jedni zauważają ogromny krzyż, inni dzieła Lenina, jeszcze inni pytają, czy to antykwariat i czy można oddać książki w komis. To są bardzo ciekawe rozmowy, bo każdy widzi coś innego.

GJ: Czyli Dosłowna nie działa jak księgarniany drive-through?

MŁ: Zdecydowanie nie. Nie zmuszamy nikogo do tego, żeby kupił książkę i wyszedł. Bardzo często zachęcam osoby, żeby usiadły, wzięły książkę, spędziły trochę czasu w tej przestrzeni. Ważne są też spotkania autorskie. Kiedy kończy się nagrywanie, czasem mówię: teraz wyłączamy rejestrację i zaczyna się wersja premium. Wtedy ludzie mówią bardziej otwarcie, dzielą się anegdotami, niepopularnymi opiniami, prawdziwymi emocjami.

Lublin Miasto Literatury

GJ: Z Dosłownej wyrósł festiwal Lublin Miasto Literatury. Dlaczego właśnie Lublin ma być miastem literatury?

RR: Najchętniej powiedziałbym, że cały świat powinien być miastem literatury. Ale Lublin ma wszystkie przymioty, żeby literaturę w nim budować. Ma swój splin, swoją melancholię, swoją wrażliwość. Ma wielokulturową historię, tajemnice, piękno i zakątki, które sprzyjają opowieściom.

Nie jest ani za duży, ani za mały. Jest w nim dobra atmosfera. A żeby zrobić dobrą sztukę, trzeba zadbać właśnie o atmosferę: dobrze usiąść, dobrze pomyśleć, pozwolić myślom przepływać przez głowę i złapać te najpiękniejsze.

MŁ: A dzięki wyremontowanym torom autorzy i autorki mogą też szybciej przyjeżdżać do Lublina na spotkania autorskie.

GJ: Pojawiła się też zapowiedź kolejnej edycji festiwalu. Rafał, powiedziałeś, że będzie jej przyświecała myśl: różnica pomiędzy prozą a poezją jest iluzją.

RR: Tak. Coraz bardziej myślę o tym, że liczą się zdania. Jeśli zdanie jest dobrze napisane, dobrze wypowiedziane albo dobrze przeczytane, to ono działa. Nie zawsze trzeba rozdzielać prozę, poezję, literaturę mówioną. Czasem te granice są bardziej umowne, niż nam się wydaje.

„Dymy”, slam i Wydawnictwo Dosłowne

GJ: Porozmawiajmy o Wydawnictwie Dosłownym. Pierwszą książką była antologia tekstów slamerskich „Dymy”, przygotowana pod redakcją Bartosza Wójcika i Dagmary Świerkowskiej-Kobus. To była pierwsza w Polsce drukowana antologia poezji mówionej. Nie baliście się, że rzeczywiście wywołacie tytułowe dymy?

RR: Nie bałem się. Bardziej czułem, że trzeba stworzyć platformę, na której będzie można zastanowić się nad relacją literatury i oratury, czyli literatury mówionej. Wydaje mi się, że nie ma sensu stawiać ich na szali i ważyć jednej przeciw drugiej.

Jeśli spojrzymy w historię, poeta często wychodził i mówił publicznie własnym głosem. Literatura i oratura nie są tak bardzo rozerwane, jak czasem się wydaje. Dobrze napisane, dobrze wypowiedziane albo dobrze przeczytane zdanie po prostu działa.

MŁ: Jako księgarka mogę dodać, że zainteresowanie „Dymami” nadal jest żywe. Piszą do nas także osoby spoza Lublina z prośbą o przesłanie książki.

GJ: Czyli antologia nie tylko dokumentuje środowisko slamerskie, ale też pokazuje, że poezja mówiona może funkcjonować w druku?

RR: Tak. I może też pokazać, że podział między slamem a literaturą nie jest tak ostry, jak chcieliby jedni albo drudzy. Chodzi o jakość i o to, co tekst robi w naszej głowie.

GJ: Wspominałeś też o kolejnych planach wydawniczych.

RR: Wydawnictwo dopiero się zaczyna. Planujemy serię książek przygotowywaną we współpracy z Katedrą Edytorstwa KUL i Wojtkiem Kruszewskim. Chcemy brać jeden wiersz zapisany w autografie, czyli rękopisie, i zapraszać różne osoby do jego omówienia w formie eseju albo swobodnej interpretacji.

Zależy mi na tym, żeby krytyka literacka nie była hermetyczna, zamknięta i niezrozumiała. Chciałbym, żeby była rodzajem twórczego czytelnictwa. Żeby czytanie uruchamiało w człowieku literackość, emocje, nowe jakości. Krótko mówiąc: żeby obudzić w sobie twórczego czytelnika.

Czy literatura coś zmienia?

GJ: Magdaleno, zapytam cię jako filozofkę i działaczkę społeczną: czy literatura faktycznie coś zmienia? I czy powinna coś zmieniać?

MŁ: Myślę, że literatura zdecydowanie ma moc zmiany. Szczególnie reportaże i szeroko rozumiany nonfiction, czyli opisywanie ludzkich historii. Ale nie tylko. Słowo ma swoją materię, swoją ciężkość. Nie jest tylko powietrzem.

Oczywiście nie każda literatura musi zmieniać świat. Istnieje też literatura eskapistyczna, która daje ukojenie i pozwala podróżować w świecie fantazji. Ale ja często zapraszam autorów i autorki, którzy poruszają ważne sprawy historyczne i współczesne. Literatura może otwierać rozmowę o zmianie — prywatnej i społecznej.

GJ: Czy musimy jednak mówić o literaturze tak, jakby była wartością nad wartościami? Czy wszyscy muszą cały czas czytać? Czy nie można obejrzeć serialu albo pograć w grę?

RR: Może nie chodzi tylko o samą literaturę, ale o czytanie w szerszym sensie. Możemy czytać książki, ale też seriale, rzeczywistość, chmury, drzewa, wodę, kwiaty, gesty, aluzje. Chodzi o to, żeby myśleć i żeby to myślenie do czegoś prowadziło.

Świat jest naszą rzeczą. Dobrze byłoby go prowadzić tak, żeby coś się działo, kręciło dalej i rozwijało. Żeby było ciekawiej, lepiej, milej, mądrzej i mocniej.

MŁ: Literatura nie jest jedynym elementem naszego życia społecznego, ale jest jednym z ważnych elementów ludzkiego doświadczenia. Przede wszystkim nie powinno się jej bać.

Może pobudzać do myślenia, wywoływać emocje, lęk, złość, znudzenie, wzruszenie. Może nawet sprawić, że ktoś będzie chciał rzucić książką o ścianę. Ale nie trzeba się jej bać. Najważniejsze jest czytać i się nie bać.

GJ: Czyli mamy hasło: czytać i się nie bać?

MŁ: Tak.

RR: Chyba że horrory.

GJ: W takim razie: czytać i się nie bać — chyba że horrory. Dziękuję Magdalenie Łuczyn, Rafałowi Rutkowskiemu i wszystkim państwu za rozmowę.

 

Magdalena Łuczyn – filozofka, aktywistka społeczna, animatorka spotkań literackich i księgarka związana z Księgarnią Dosłowną w Centrum Kultury w Lublinie. Koordynowała projekt „Ś-migamy o książkach – spotkania literackie”, łączący rozmowy o literaturze z dostępnością dla osób niesłyszących. W swoich działaniach koncentruje się na książkach, rozmowie i tworzeniu otwartych przestrzeni uczestnictwa w kulturze.

Rafał Rutkowski – poeta, księgarz i wykładowca akademicki. Prowadzi Księgarnię Dosłowną w Centrum Kultury w Lublinie oraz Wydawnictwo Dosłowne; jego działania współtworzą także festiwal Lublin Miasto Literatury. Laureat projektu „Połów 2014”, autor książek poetyckich, publikował m.in. w „Odrze”, „Akcencie” i „Dwutygodniku”.

Grzegorz Jędrek – slamer, poeta, doktor literaturoznawstwa i humanista cyfrowy związany z Lublinem. Autor książki Zaburzenia interfejsu przyjemności, twórca bloga o PR i marketingu kultury, laureat lubelskich „Żurawi 2012” w kategorii „Słowo” i współzałożyciel Inicjatywy Dworzec Wschodni. Podczas Lubelskich Targów Książki poprowadził rozmowę wokół Księgarni i Wydawnictwa Dosłownego.

 

Lubelskie Targi Książki odbędą się w dniach 25-27 września 2026 na terenie Targów Lublin (ul. Dworcowa 11). Bilety na to wydarzenie są już w sprzedaży.

Bilety Co, gdzie, kiedy Kontakt